Pierwszy tydzień na wyspie.

Akureyri, drugie co do wielkości miasto w Islandii po Reykjaviku. Przy miasto należy postawić jednak cudzysłów. Pomniejsze Polskie mieściny są bardziej obszerne od tego co tutaj zastałem. Co nie należy traktować jak coś negatywnego. Jak tu się żyje? Cofnijmy się o ponad dwa tygodnie.

AdobePhotoshopExpress_35708ea7bc8c40749e2e8bc32269fadc

 Przyleciałem na Islandię blisko tydzień przed rozpoczęciem się roku akademickiego. Blisko tydzień do przyjechania kogokolwiek z erasmusów do domku w którym mieszkam. Dało mi to wystarczająco czasu na wylegiwanie się, zwiedzanie Akureyri i wylegiwanie się. W pierwszych dniach rozprawiłem się mitem odnośnie pogody.

 Gdy się tu zjawiłem pogoda dopisywała. Następnego dnia pojawiło się jednak coś co wtedy określiłbym mianem ‚normalnej Islandzkiej pogody’ – deszcz, wiatr, ponuro i smutno. Jak ja się myliłem. Tubylcy mówili mi, że to okrutna pogoda i nie jest to codzienność. Ciężko było mi w to uwierzyć po oczytaniu się w internecie jakie zło tu nie panuje (pss…nie wierzcie we wszystko co jest w internecie, dzieciaczki).

Normalna islandzka pogoda?
Normalna islandzka pogoda?

 Jednak wyspa po paru dniach odsłoniła przede mną swoje nowe oblicze. Słoneczne. Ciepłe. Hipnotyzujące.

 W najgorszym dniu pada deszcz, wieje wiatr a i tak jest inspirująco. Wyobraź sobie gdy budzą cie przebijające się przez zasłonę złote promyki. Rzuciłem z siebie kołdrę, wyskoczyłem z łóżka by przylepić się do szyby jak dzieciak i zrobić glonojada. Patrzyłem na pogodę, na naturę za oknem (no i huśtawkę). Byłem wniebowzięty. Może nie tak ciężko mnie zaciekawić (wczoraj podobną reakcję wywołał wieszak na banany w sklepie, TAK WIESZAK NA BANANY) jednak to było warte podniesienia tyłka. W taki dzień aż się chce wyjść.

 Do centrum mam góra pięć minut drogi, piętnaście jeśli ślinię się z zachwytu nad widokami. Kwadrans pieszo i docieramy do centrum. Tutaj: RONDO. W okolicy jest parę pubów (slasz) kawiarni. Jeden klub (łoo-ho). Jeden Subway (pieprzona globalizacja). Kierujesz się w stronę nabrzeża i atakują cie atrakcje turystyczne „whale-watching!”, „whale-watching!„, „w…” rozumiecie. Dywersyfikacja.

15 minut.
15 minut.

 Nie każdemu może podobać się klimat małego miasta ale we mnie to trafia. Przyjazna atmosfera i po paru dniach kojarzę już twarze na ulicach. Kwestie podejścia ludzi do erasmusów i ogólnie obcokrajowców muszę jeszcze zbadać. Jednak widać znaczący dystans między studentami z Islandii a studentami z wymiany. Nic negatywnego, bardziej obojętność. Są tam jakieś wydarzenia mające nas ze sobą zaprzyjaźnić, ale możecie sobie wyobrazić ich skuteczność. Gdy jednak idzie o personel uczelni nie mam nic do zarzucenia, każdy stara się być jak najbardziej pomocnym. Dostaliśmy nawet zaproszenie na zbieranie owieczek z pól. Każdy hodowca zabiera później swoje i tam już z nimi robi co tylko chce. Podobno. Było tyle erasmusów chętnych, że dla mnie nie znalazło się już miejsce. Kto by się chciał taplać w błocie… i ganiać za głupimi owcami i… czuć się częścią społeczności… Ja. 😦

Przytulcie mnie!
Przytulcie mnie!

 A tak na poważnie to występuje tu też mały ruch na ulicach. Kierowcy z daleka zatrzymują się żeby cie przepuścić przez przejście (w przeciwieństwie do Polski gdzie by przyśpieszyli żeby kogoś trafić co jest super fajne). Niby nic wielkiego jednak mnie to zaskoczyło. Czuję się bezpieczniej!

W temacie transportu: autobusy miejskie są darmowe. Wskakujesz i jedziesz i jedziesz i jedziesz nie wiesz gdzie, bo poszczególne autobusy mają zmieniające się trasy. Kursują 4 linie i pokrywają bardzo duże połacie terenu. Zabawna sprawa jak chcesz pojechać gdzieś w nieznane i kultywować bus-hiking. Gorzej jak zdyszany wbiegasz do autobusu i CHCIAŁBYŚ dotrzeć na uczelnię. Jednak nigdy do tego nie dochodzi a słuch po tobie ginie*.
*po miesiącach znajdują twoje rozszarpane ciało 10 km przystanku. Miasto wpada w panikę. Ślady na kościach wskazują zbuntowaną owcę morderczynię. Prawdopodobnie białą, żeby nie wyjść na rasistę. Wybacz, za dużo szczegółów?
Wybacz!

 Pod koniec pierwszego tygodnia trafiłem na dni Akureyri. Koncerty, wydarzenia, spektakle na ulicach, starsi ludzie tańczą tradycyjne tańce (w wersji instrumental i z kasety, albo vinyla, nie popatrzyłem). Było parę momentów w których zastanawiałem się co się dzieje, ale o nich następnym razem. I tak, filmik na facebooku jest z tych dni.

PSS…nie wierzcie we wszystko co jest w internecie, dzieciaczki.
Ppsss… mi możecie wierzyć we wszystko.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s