9 rzeczy które uświadomiłem sobie stopując.

  • Prolog:

 Połową lipca 2015 roku wyruszyłem z moim ogromnym życiowym partnerem przyjacielem w podróż z Rzeszowa do Grecji Chorwacji (zaraz wytłumaczę). Nasze stopowanie trwało dwa tygodnie i owocowało w parę perełek i przemyśleń odnośnie życia oraz tułaczki. Najpierw jednak ładny widoczek:

AdobePhotoshopExpress_700ddb931c404241ba8a464f304482b2
Dla takich widoków warto się pomęczyć.

 A teraz do rzeczy: Czternaście dni ‚w drodze’ to nie jest ogromny czas, nie zrozum mnie źle. Dzielę się jedynie luźnymi spostrzeżeniami i… videoclipem (We Are Your Friends). Nie nabyłem wielkiej mądrości życiowej podróżując stopem na Chorwację i znów do Polski. Nie wiem jak uzdrowić gospodarkę, sprawić żeby ktoś mnie polubił czy żonglować czterema pałkami. Do żonglowania. Znam ludzi, którzy o wiele bardziej pasowaliby do roli mentorów powiązanych z filozofią hitchikingu (zróbcie hałas dla Kamila!), ze względu na o wiele większe doświadczenie. Tym niemniej to tobie zostawiam do oceny na ile poniższe będzie dla Ciebie wartościowe. Bez zbędnego przeciągania, oto 9 rzeczy które uświadomiłem sobie stopując.


  • Akt I: (nie) Straszny świat!

Poradzisz sobie.

 Większość osób z którymi rozmawiam o stopie, a tego nie próbowała, mówi na wstępie: „O nie, ja to bym się bał/a.”. Dlatego najpierw najważniejszy podpunkt: świat nie jest taki straszny. Nie jest nawet niebezpieczny o ile się nie robi specjalnie głupich rzeczy (istotne). Z 5 samotnych autostopowiczów których miałem przyjemność poznać, 4 była kobietami. Nie miały żadnych ekstremalnych sytuacji. Najwyraźniej też nie potrzebowały w parze faceta.
Chodzi o to, że niezależnie od tego kim jesteś: poradzisz sobie. Gdy przyjdzie moment, że musisz podjąć decyzję to ją podejmiesz. Gdy będziesz padał z sił, ale będziesz musiał gdzieś dojechać – zignorujesz zmęczenie, bo wiesz, że nie chcesz się poddać.

AdobePhotoshopExpress_1e75c5e889024a91af06b8a23c112ee4
Spanie pod drzewkiem, przy tirach, ma swój klimat.
  • Akt II: Jestem legendą.

Nie jesteś sam.

 Jechaliśmy z polskim kierowcą tira z którym rozmowa w ogóle się nie kleiła. Niby ktoś coś próbuje zagaić, ale idzie gorzej niż z ludźmi, którzy nie mówili po angielsku. Idzie gorzej jak z nieludźmi. Dojeżdżamy do celu: granica Węgier z Chorwacją. Ją musimy przekroczyć na nogach, bo tachometr wskazuje godzinę ZzZz dla szofera. Żegnamy się i pada nieoczekiwane „ej tak w razie gdyby wam nie szło łapanie to możecie się przespać na pace, Panowie”. Mimo jakiegoś większego zaprzyjaźnienia się mogliśmy liczyć na pomoc kogoś obcego. To mnie uderzyło.
I tak – jesteś w stanie poradzić sobie z większością rzeczy sam. Tylko czasami chce się w życiu kogoś więcej. Przy tej samej granicy poznaliśmy chłopaka z Estonii. Przylepił się do nas bo po prostu chciał rozmawiać. Po paru tygodniach spędzonych na stopowaniu samemu szuka się więzi i nie ciężko ją w świecie znaleźć.
Już nawet nie mówię o tym, że autostopowicze traktują się jak jedna wielka rodzina. Spotykając się na trasie masz pewność, że nie będziesz się nudził.

 Plus… psss… ludzie są świetni. Warto paru nowych poznać.

  • Akt III: Fuck it!

Zdystansowanie czyni cuda.

 Zdobywasz ją praktykując zachowanie do Ciebie niepodobne. Niepodobne, albo takie, które teoretycznie nie przystoi.
Nie wyobrażasz sobie podejść do kogoś w nowym mieście i zapytać o wskazówkę (dla utrudnienia wyglądasz jak menel na odwyku bo od tygodnia jesteś w trasie)? – Fuck it! I tak Cie ta osoba nie zna.
Głupio Ci tak tu po prostu się rozłożyć w miejscu publicznym, ale chce Ci się cholernie spać? (ktoś tu chodzi, ktoś tam się kłóci) – Fuck it! Trzeba spać. Ciężko podnieść tyłek jak już się usiadło.
 Stop to świetny sposób na wychodzenie ze swojego pałacu komfortu w którym czujesz się bezpiecznie. Im częściej to robisz tym bardziej naturalne się to staje.

WP_20150720_00_03_56_Pro
Spanie na wybrzeżu też ma swój klimat. Śmierdziuszkowaty.
  • Akt IV: Dwa kroki do tyłu…

to czasami krok do przodu. 

 Bądź ze sobą szczery. Stanie godzinami na drodze, gdzie nikt się nie zatrzymuje potrafi dobić (jak nie zabić, jeżeli chodzi o temperaturę). Wiesz, że nikt Cie nie weźmie. Twarze kierowców mówią „wiesz, że i tak Cie nie weźmiemy”. – Czas się zwijać. Wskakujesz na drugą stronę drogi i łapiesz momentalnie stopa. Wracasz skąd jeszcze rano wyjechałeś i dzwonisz do (świetnej) dziewczyny, którą poznałeś dzień wcześniej. Ty i twój przyjaciel wracacie wraz z nią do niej na mieszkanie. Ciepła kąpiel. Przyjemny wieczór przy (?!) białym (??!!) wytrawnym winie. Co ważniejsze budzicie się rano na wygodnych łóżkach. Stajecie na lepszej drodze i w mgnieniu oka przejeżdżacie dalej niż dzień wcześniej.
 Gdy coś nie idzie nie zawahaj się zmienić podejście. Gdzieś indziej jest bardziej uczęszczana droga? Nie masz sił, ale w głowie masz plan awaryjny? – Go for it, nie rozdrabniaj się na przebyte kilometry.

  • Akt V: Alexander Supertramp.

Warto się zatrzymać i wziąć pełen oddech.

 Czasami nasze życie biegnie za szybko. Może coś się stało i czujesz się dobity. Równie dobrze mogło Ci się zwalić ostatnio wiele na głowę i nie możesz sobie z tym już poradzić. Potrzebujesz spokoju. Dystansu.
Ta fizyczna odległość pomaga, ale to psychiczna daje wolność. To uczucie, które doznajesz po całym dniu łapania kogoś i w końcu dotarcia do miasta, które sobie dziś wyznaczyłeś. Bierzesz plecak z tylnego siedzenia i kładziesz go obok krawężnika. Siadasz, machasz do kierowcy, pojawia się to uczucie i pytanie do siebie: „gdzie jestem, gdzie mogę podładować telefon, gdzie mogę się przespać, GDZIE JEST MACDONALD?”.

  • Akt VI: O północy w Pa… (wszędzie)

Relacje są intensywne i krótkie.

WP_20150722_01_26_21_Pro
Przestępcy pod osłoną nocy.

 Poznajesz, przeżywasz te chwile intensywnie i rozstajesz się. Często bez nawet prób przyszłego kontaktu. W trakcie podróży poznałem dwóch Włochów, którzy stwierdzili „Nie no, chcemy rozpalić ognisko.”. Jesteśmy w środku Splitu. Zbliża się godzina 23.
I tak nie mamy gdzie spać, więc we czwórkę szukamy plaży. Powoli kończy się cywilizacja, idziemy parkingami, idziemy parkiem, idziemy wzdłuż nabrzeża półtorametrowym kamienistym przejściem. Docieramy. Rozmawiamy o życiu, swoich krajach i podróży. Włosi rozpalają ognisko. Piękne, czerwone iskierki błyskają nad spokojną, rozświetloną taflą wody. Spokój przerywa właściciel niedaleko umiejscowionej knajpy, który przychodzi w kąpielówkach (obwisły brzuszek) i zakopuje żywy hołd człowiekowi pierwotnemu (obwisłe piersi falują oświetlone blaskiem gasnącego ognia).
– „NO ENGLISH. I’M CALLING THE POLICE.” – rzekł i poszedł.
Police nie come. Czekaliśmy. Rano bez większego pożegnania się rozeszliśmy. Każdy miał swoje plany.
To też tyczy się dużej części kierowców których nie pamiętasz po imieniu (co jest normalne, spokojnie), a po ich historiach.

  • Akt VII: Incepcja.

Zasady są po to żeby je łamać.


 Nie mówię tutaj o zakazie stopowania na autostradzie (Veni, vidi, vici. Vidi mandat 20€), ale też wam tego nie zabraniam.

 Naszym głównym celem podróży było dotarcie do Grecji. Byliśmy pod nią przygotowani, spisane miejsca i co chcemy zobaczyć. Nad Chorwacją nawet nie myśleliśmy – „trzy dni i nas tam nie ma”. Oh boy, jak się myliliśmy. Po drugim dniu stwierdziliśmy, że Grecja jest, w tak krótkim czasie, poza zasięgiem dwóch stopujących facetów. Skupiliśmy się więc na Chorwacji i z Rijeki chcieliśmy przejechać prosto do Splitu. Na wyjeździe z miasta poznaliśmy Zo, która przekonała nas żeby wpaść do Zadaru, za co ją po prostu uwielbiam. Najlepsze miasto w jakim miałem przyjemność się znaleźć jeżeli chodzi o ten kraj i pobyt w nim nadal uważam za jeden z najlepszych punktów wyjazdu. Właśnie dlatego czasami warto zejść z obranej ścieżki i dać się skusić.

  • Akt VIII: Mission Impossible.

Bądź przygotowany.


 Od przygotowanego plecaka i jego zawartości, poprzez ogólnikowy plan i chociaż lekką znajomość krajów o które zahaczasz. Hitchwiki pomoże praktycznie ze wszystkim oprócz zabandażowania jak się skaleczysz i zastąpienia Ci mapy jak padnie smartfon. To taka mała biblia stopowiczów, lekcje życiowe zbierane wiekami są tam przelane na proste artykuły (nie, nie płacą mi za reklamę, niestety).

AdobePhotoshopExpress_bc17f9b6a1d1417f8e9a4e1a63ce5e1a
Fajne poduszki Panie Mietku?

 Przemyśl do jakiego kraju jedziesz i co Ci się przyda i PRZEMYŚL to dobrze. Każda rzecz to dodatkowy ciężar na kupę kilometrów.


  • Epilog: Najważniejsza prawda życiowa.

Uśmiech!

 Nie bierz wszystkiego na poważnie. Nie warto. Zdarzało nam się stać godzinami (max 6h) na słońcu łapiąc stopa. Gdy czekasz tak długo są dwie opcje: denerwujesz się na każdego omijającego Cie kierowcę albo po prostu bawisz się tym póki nie zwariujesz do końca. Głupie chodzenie między samochodami w korku z wielkim bananem na twarzy, flagą Polski przewiązaną przez nadgarstek i kartonem z wypisaną markerem celem jest źródłem przyjemności. Ludzie się uśmiechają, machają, trąbią, rozmawiają z tobą – nie każdy Cie może wziąć. To nie znaczy, że masz się obrazić na cały świat. Moment w którym widzisz jak jakaś dziewczyna w BMW nagrywa jak tańczysz z kartonem: bezcenne.
Co wyniosłem z całego stopa? – Życie jest piękne. Raz na wozie, raz pod wozem, ale ‚aż chce się żyć, chce się żyć’ (dla tych PRAWDZIWYCH).
Jeżeli potrzebujesz takiego zastrzyku niecodzienności: bierz pod rękę przyjaciela albo przyjaciółkę i jedźcie w przygodę życia!

Advertisements

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s