Dokąd?

Image

To nie do końca tak, że jestem facetem i piersi powyżej mnie po prostu przekonały, żeby to poszło na górę. Okej? Nie. Po prostu nie, ale cycki przyjemne. Nie macie tak czasami, jak oglądacie jakieś stare filmy (gdzie nie mam teraz na myśli jakiś vintagowych włoskich klasyków gatunku), że kobiety w latach 70 były po prostu jakieś ładniejsze? Nie wiem czy to bezpośrednie następstwo dzieci kwiatów, ale dziewczyny wydają się na ekranie bardziej naturalne…

Znów wystrzeliłem na daleką orbitę, jedynie krążącą wokół tematu jaki chciałem poruszyć. Choć pasuje tutaj zaznaczyć iż talon na balon dla kogoś kto odgadnie do jakiego filmu będą tu odniesienia, bez patrzenia do tryskających informacjami internetowych źródeł. Historia, którą mam zamiar skrócić opowiada losy pana Kowalskiego. Nie no serio, Kowalskiego. Kręcone włosy, parodniowy zarost, perfekcyjny angielski i skomplikowana przeszłość – typowy rysopis typowego Kowalskiego. Jest on w dodatku kierowcą i ma dostarczyć Samochód (zapamiętajcie to duże S) tam gdzieś do kogoś tam za ileś tam. Ważne jest to, że przyjmuje pewien zakład i rusza w drogę. Prowadzi wyścig z… Naturalnie nasuwa się „z czasem”, ale byłoby to naciągane, bo pomimo tego, że jest to sens zakładu, to podróż jaką przebywa udowadnia co innego. Ucieka przed policją, spotyka różnorakie postacie, a co jakiś czas to my mamy okazję poznać przeszłość Kowalskiego. Film jest klasyką sama w sobie, tworem drogi, jak inny świetny przedstawiciel tego gatunku Easy Rider, porusza tematykę w latach 70 popularną.

Image

Dobra dobra, ale o co tyle pieprzenia? – Nasz samotny bohater, przemierzający piaszczyste pustkowia jest jednostką, jednostką niebywałą, która wyszła z szeregu. Choć nie popieram buntów, dla czystej idei tupania nóżką, to ten film pokazuje jak ważna, a zarazem niebezpieczna jest odrębność i wolność. Właśnie to mnie przyciągnęło. Ci ludzie w długich włosach i blantach w ręce wiedzieli coś o problemach bycia „sobą”. Nieczęsto oczekuję, że film mnie natchnie do głębokich przemyśleń, ale tutaj się zdziwiłem. Dlatego własnie oszczędziłem większego ubóstwiania tego filmu i spojlerowania każdej sceny, co było ciężkie, uwierzcie. I tym właśnie akcentem żegnam si…

Ale, ale! Ale ta niesamowita zagadka z tym dużym S w Samochodzie. Gdy się zastanowić, to moja najdłuższa miłość życia prawdopodobnie. Odkąd widziałem ten film jako młody bachor latający w dresach po podwórku. Dodge Challenger to samochód, przez który stwierdziłem, że już wiem po co komu są w życiu potrzebne pieniądze „do szczęścia”. Dodge Challenger to samochód dla którego uznałem, że ten pierwszy milion w swoim życiu zarobię wcześniej niż mi licznik wskaże trzydziestkę. Dodge Challenger to samochód, dzięki któremu może jakaś kobieta się w końcu na mnie popatrzy! Ej, człowiek może marzyć, wiem że z tym trzecim będzie problem.

Katecheza na dzisiejszy lodowaty wieczór? Jak co jakiś czas, bo trzeba to wam czasami tłuc godzinami: Bądźcie sobą, a jako bonus dodam „The world is yours.”, wystarczy tylko poń sięgnąć. Film to Vanishing Point.

vanishing-point-peter-tellone

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s